Nie mam pojęcia co dokładnie kieruje kobietami w wiązaniu się z nieodpowiednim człowiekiem, zwłaszcza gdy nasza czerwona lampka ostrzegawcza miga i krzyczy już przy pierwszych spotkaniach. Zakrywamy to światło nierealnymi obietnicami i chorą nadzieją- przecież jesteśmy silne, przekonujące, a ten aspołeczny i niepoukładany facet zmieni się gdy tylko zrozumie, że jestem mu niezbędna do życia. Wyparcie, wiara i chory optymizm wynikają zapewne z czytania lub oglądania niesamowitych historii miłosnych, w których potencjalnie zły facet rzuca wszystko aby zdobyć względy wymarzonej kobiety. Teoretycznie. Praktyka to 'rude awakening', które następuje gdy jesteśmy pozbawione sił do dalszego działania, gdy mało znaczący impuls decyduje o zmianie.
Doświadczenie z autopsji oczywiście. Próba naprawy trwała 2 i pół roku, nieudana. Główna zasada- daj mu wszystko czego potrzebuje, matkuj, kochaj, gotuj, dbaj. Na pewno zrozumie, że jestem osobą, dla której warto się zmienić. Nie zwracaj uwagi na jego chwile słabości: zdrada, brak szacunku i częsta obojętność- przecież proces naprawy trwa bardzo długo, w końcu się uda. Nie. Nie uda się.
Czy to kwestia niepoprawnego romantyzmu, który jest przekładany nade wszystko w życiu? Nie sądzę. Bardzo dobrze znanym mi przypadkiem próby naprawy jest pierwsze małżeństwo mojej matki. Osoba bardzo racjonalna z przyziemnymi potrzebami zakochana w mężczyźnie mieszkającym z rodzicami, bez pracy i perspektyw. Twardy racjonalizm mojej matki spowodował stwierdzenie, że mężczyzna po założeniu rodziny będzie czuł obowiązek zapewnienia im bytu materialnego- jeżeli nie dla żony to na pewno dla dziecka. Nie. Nie w tym przypadku, ani w żadnym innym.
Nieodpowiedni facet egoista, pożądany bad boy nie zmieni się, nawet gdy będziesz gryzła sosnową podłogę zębami. Nieważne, że będzie miał idealną kobietę obok siebie, która wybacza i ciągle wierzy we wspólną przyszłość.
Zakończenie takiego związku jest uważane przez kobiety jako osobista porażka. Pozbawia nas to ambicji i chęci do jakiegokolwiek działania. Obniża to naszą samoocenę. Wszystko przez mężczyznę, który wybrał swoje stare życie pełne uzależnień, kłamstw i niewygód zamiast tego wszystkiego, co było mu przez nas zapewnione.
Podobno, jedynym plusem takiego doświadczenia jest nie bagatelizowanie kolejnych świateł ostrzegawczych. Obym już nigdy nie miała ochoty na tego typu wyzwania i próbę naprawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz